sobota, 7 października 2017

Rozdział 8

Specjalny samolot ambulatoryjny był wolniejszy od odrzutowca IOS, ale Aśka wolała mieć oko na uratowanych trenerów. Dlatego też po przegrupowaniu się na znajomy amerykańskim lotnisku i upewnieniu się, że nikt ich nie śledzi, agentów wysłała razem z Kimem, a sama poleciała drugą maszyną, oczywiście w towarzystwie nieodstępującego ją na krok Ivana.
Alekno nie wymagał jakiś specjalnych czynność medycznych, za to stan Stephana lekarze określili jako ciężki, ale stabilny. Przynajmniej pod względem fizycznym, bo nie mieli jak określić, czy wszystko co przeszedł Antiga, wpłynęło jakoś na jego umysłowość.
– Powiedz nam, czego chcieli? – zaczęła rozmowę z Władimirem, gdy już bezpiecznie znajdowali się kilkanaście tysięcy metrów nad Atlantykiem.
– Tak naprawdę to nie do końca wiem – wzruszył ramionami trener, odruchowo pocierając opatrzone ramię. – Zabrali nam klucze, ale to jeszcze gdy byliśmy nieprzytomni. Potem pytali o jakieś portale, a ja za Chiny nie wiedziałem, o czym oni mówią. No to wzięli Antigę, pewnie myśleli, że jego złamią łatwiej niż mnie. Trochę się przeliczyli, to jednak silny chłop jest – prychnął, z aprobatą patrząc na Stephana, który nieprzytomny leżał na specjalnym łóżku.
– Potrafisz nam powiedzieć, jacy oni są? – zapytał Ivan wstając i odruchowo nalewając trenerowi wody.
– Sam bym sobie nalał – warknął Alekno, ale kontynuował posłusznie. – Trochę wiem, Niby nas tylko te dwa dni trzymali, ale swoje się dowiedziałem. To spora grupa, nazywają się „Mścicielami”. Kieruje nimi człowiek, na którego wołają „Król Cieni”. Posługują się magią, ale jej niewielką ilością i nieliczny. Ale ten cały ich szef ma na usługach takie dziwne istoty, właśnie jakby cienie. W życiu takiego czegoś nie widziałem, to tacy agenci do zadań specjalnych. Ogólnie to jako organizacja są nieźli, ale słabo zorganizowani, szczególnie jak coś idzie niezgodnie z planem. Pewnie dlatego nas nie ścigają. Nie mogłeś załatwić czegoś mocniejszego?! – Mężczyzna z irytacją upił łyk wody.
Asia powoli pokiwała głową. Przez chwilę udawała, że notuje coś w niewielkim zeszycie, ale tak naprawdę miała w mózgu totalną pustkę. Czuła się tak, jakby ktoś nagle odciął jej prąd. Teraz, gdy Stephane był bezpieczny, poczuła się wyjątkowo zmęczona. Wiedziała jednak, że czeka ją dużo pracy po przylocie. Musiała zwołać radę, upewnić się, że procedury kodu czerwonego są utrzymane i dowiedzieć się, czym są te portale. Miała masę roboty, ale była to już robota, którą lubiła, czysto matematyczne, chłodne kalkulowanie i kierowanie, żadnych emocji, żadnego martwienia się.
Przymknęła powieki i oparła głowę o okno samolotu. Choć wydawało jej się, że minęło tylko kilka sekund, to gdy otworzyła oczy, odrzutowiec właśnie podchodził do lądowania. Nawet nie zauważyła, jak zapadła w głęboki sen.
– Jaką mamy godzinę? – zdezorientowana zapytała Ivana, który w ogóle nie wydawał się zmęczony.
– Dochodzi trzecia w nocy – odpowiedział chłodno. – Na płycie czeka karetka, kazałem też obudzić jego żonę – kiwnął głową w kierunku Antigi.
– Obstawiam, że nie było takiej potrzeby – mruknęła pod nosem Mazowiecka. Doskonale znała Stephanie i była przekonana, że Francuska nawet na chwilę nie zmrużyła oka. Pewnie przez cały czas siedziała na tarasie, pustym wzrokiem wpatrując się w przestrzeń i tylko co pewien czas sprawdzała, czy u śpiących dzieci wszystko w porządku.
– Odstawie Aleknę do bazy i zajmę się ogarnianiem wszystkiego. – Ivan podniósł się szybko, gdy tylko samolot dotknął ziemi. – Trochę się na tym znam, teraz będziemy mieli chwilę spokoju. Ci cali „Mściciele” to amatorzy. Z dużym arsenałem i kasą, ale nadal amatorzy, trochę im zajmie przegrupowanie się – prychnął pogardliwie. – Ty jedź ze Stephanem. Przypilnuj, by go posklejali, a potem wróć i odpocznij. Zasłużyłaś. – Głos mężczyzny był stanowczy, Asia doskonale wiedziała, że wszelkie protesty na niewiele się zdadzą.
– A czy ty kiedyś odpoczywasz? – Skrzyżowała ręce na piersi, posyłając towarzyszowi kpiące spojrzenie.
Ivan nie odpowiedział. Zamiast tego odwrócił się na pięcie minął zdezorientowanych lekarzy pokładowych i sprawnie otworzył przednie drzwi. Do środka wpadło świeże, nocne powietrze.
– Na pewno nie w taką noc! – krzyknął, zeskakując po schodkach samolotu. – W czasie pełni wilki wychodzą na polowanie! – zaśmiał się, a potem zniknął w ciemność, zostawiając kręcącą z dezaprobatą głową Asię, samą.

***

Michał Kubiak podniósł się z łóżka potem na nim usiadł, znów wstał i znów usiadł. Nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Była ósma rano. Poprzedniego wieczoru dostali bardzo wyraźne instrukcje – spakować się i być gotowym na powrót do Spały. Ich trener doszedł do siebie bardzo szybko i nie zamierzał tracić czasu. Mistrzostwa Europy miały się zacząć za kilka dni, a żaden kryzys na skale globalna nie miał takiej mocy, by wytrącić Włocha z obranego toru działania.
– Lang Ping się odzywała? – zapytał, leżącego na łóżku Konara.
– Coś ty! – prychnął atakujący, wyjmując słuchawkę z ucha. – Prędzej zatańczę w balecie niż ta kobieta zdecyduje się nam cokolwiek powiedzieć.
– Czuję, że kroi się coś niedobrego – mruknął pod nosem Kubi.
– Dziwnego? – Dawid posłał mu kpiące spojrzenie. – Stary, ostatnie dwa dni zaliczały się do  zdecydowanie do najdziwniejszych w moim życiu. Nadal jestem pewny, że jak mnie uszczypniesz, to obudzę się w Krakowie z bolącymi wszystkim mięśniami.
Michał tylko przewrócił oczami i znów wlepił pusty wzrok w ścianę. Coś mu nie pasowało. Miał przeczucie, wrażenie, że coś przegapił, że to nie koniec. Nie podobało mu się to, że zostali tak po prostu odsunięci od sprawy. Chciał dalej działać, walczyć,  przecież ich pomoc nie mogła skończyć się na przeszukiwaniu głupiej biblioteki!
– Obudzę się w Krakowie… – powtórz pod nosem słowa kolegi, mechanicznie obracając w dłoni telefon. – W Krakowie….
I nagle go olśniło.
– Kraków! – Poderwał się gwałtownie z łóżka. – Konar, na tej kartce był Kraków, jestem tego pewien!
– I co z tego? – Konarski spojrzał na przyjmującego jak na wariata. Dla niego cała ta afera była interesująca póki w rękach przeciwników pozostawali trenerzy. Teraz, gdy wszyscy byli bezpieczni, nie chciał się już za bardzo angażować. Już i tak był wystarczająco wymęczony sezon reprezentacyjnym, żeby się jeszcze bawić w ratowanie świata.
– To, że tam gdzieś jest coś, co trzeba znaleźć! I my możemy to zrobić!– Podekscytowany Kubiak zaczął chodzić w kółko po maleńkim pokoju, co chwilę obijając się o łóżka. – Kiedy będziemy w Krakowie możemy pomóc IOS. Oni będą szukać w innych miejscach, a my tam. To nie może być trudne, tyle razy graliśmy w tym mieście, że naprawdę znamy je na pamięć.
– Nie wiem czy zauważyłeś, ale do Krakowa jedziemy żeby grać. Oczywiście pod warunkiem, że wyjdziemy z grupy. Zresztą nawet nie wiemy, czego mamy szukać – zauważył trzeźwo Dawid, na co Kubi tylko lekceważąco machnął ręką.
– Trzeba się tego dowiedzieć. Musimy znaleźć tę kartkę!
– Zamierzasz ukraść ją Lang Ping? – Konar spojrzał na niego jak na wariata.
– Tylko pożyczyć.
– Z jakiego drewna chcesz mieć trumnę?
– Przestań! – Michał z irytacją pokręciła głową. – Zgarnę ze dwóch chłopaków i jakoś się wyrobimy. O której wyjeżdżamy?
– O dziewiątej.
–  Czyli mam godzinę – Przyjmujący nerwowo przygryzł wargę. Zaraz jednak znów uśmiechnął się szeroko i klasnął wesoło w ręce. – Co tam, raz się żyję! Trzymaj kciuki, wracam za godzinkę! – powiedział, a potem porwał tylko swój telefon i wypadł z pokoju, jakby go sam diabeł gonił.
– Kiedyś z nim zwariuje – mruknął Dawid i po prostu wrócił do czytania książki.

***

Nigdy nie przypuszczała, że znajdzie się w takiej sytuacji. Nigdy, nawet przez myśl jej nie przeszło, że będzie siedziała na tym chwiejnym, metalowym krzesełku i błagała los, by oddech lezącej przed nią ukochanej osoby nie był tym ostatnim.
A teraz tak właśnie było.
Stan ciężki…. Nie dajemy gwarancji… trzeba czekać… należy mieć nadzieję… ale trzeba przygotować się na najgorsze… czy ma pani kogoś bliskiego…?
Cały czas słyszała w głowie słowa lekarzy. Patrząc na nieprzytomnego męża, nie mogła uwierzyć jakim cudem ich spokojne, poukładane życie nagle rozpadło się na kawałeczki. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak będzie teraz wyglądało. Po prostu jej mózg nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że będzie w stanie funkcjonować w świecie bez niego.
W końcu był przy niej przez ostatnie dwadzieścia siedem lat.
Podniosła wzrok i spojrzała na trupio bladą twarz mężczyzny.
– Wróć do mnie, Stephane – szepnęła, przesuwając opuszkiem palca po jego policzku. – Po prostu do mnie wróć.

***

Jenny Lang Ping nie była osobą, która często ubierała buty na wysokim obcasie. W końcu obiektywnie była wysoka, a kiedy chciała wzbudzić respekt wśród swoich kolegów po fachu, których wzrost oscylował w okolicach dwóch metrów, wystarczyła tylko groźna mina, odpowiednie spojrzenie i pewna postura. Dlatego też, idąc szpitalny korytarzem, Jenny nie oznajmiała tego głośnym stukotem obcasów. 
Sama tak naprawdę nie była do końca przekonana, co robi. Oficjalnie pojawiła się w szpitalu by jak najszybciej porozmawiać z Aśką. I choć sama podała sobie i swoim kolegom właśnie taki powód, opuszczenia siedziby IOS i zrezygnowania z śniadania, to tak naprawdę gdzieś z tyłu głowy siedziało coś zupełnie innego.
Ona po prostu martwiła się o Stephana. Tak po ludzku. Lubiła Antigę, zresztą lubiła każdego młodego, niedoświadczonego trenera, którego wrzucono na głęboką wodę. W jej oczach ci dorośli faceci byli jeszcze zagubionymi chłopaczkami, dzieciakami. Trochę im matkowała, choć oczywiście nie otwarcie, raczej po cichu pomagała.
Stanęła przed odpowiednimi drzwiami i już unosiła rękę by zapukać, gdy nagle ktoś pojawił się na korytarzu.
– Jest u niego żona – powiedziała Aśka, powoli podchodząc do Jenny.
– Tak naprawdę to przyszłam do ciebie. – Chinka uśmiechnęła się krzywo. – Jaki jest stan Stephana?
– Ciężki, ale stabilny. Lekarze trochę go składali – westchnęła Mazowiecka, posyłając w kierunku drzwi smutne spojrzenie. – Krwotoki wewnętrzne, okropne złamanie ręki, wstrząs mózgu… Nie dają gwarancji, że z tego wyjdzie, ale jak przetrwa najbliższe czterdzieści osiem godzin, to będzie żył.
Jenny pokiwała głową, a potem ostrożnie sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej starannie złożoną kartkę.
– Znaleźliśmy to w bibliotece. Myślę, że może cię zainteresować.
Aśka popatrzyła na nią podejrzliwie, ale posłusznie wzięła znalezisko. Przez kilka sekund wodziła wzrokiem po tekście, a z każdym kolejnym słowem jej oczy robiły się większe.
– Masz rację, bardzo mnie to zainteresowało. – Uśmiechnęła się triumfalnie do  trenerki. – Jenny, chyba właśnie wygrałaś dla nas tę wojnę.

***

Mateusz Bieniek naoglądał się tylu filmów szpiegowskich, że na spokojnie mógłby stawać w szranki z samym Jamesem Bondem. Znał na pamięć wszystkie kwestie z Mission Impossible, a gdy był sam w domu, ubierał czarne okulary, czarny płaszcz i udawał przed lustrem Toma Cruiza. Dlatego też, gdy Kubiak poprosił go o pomoc, młody środkowy nie wahał się nawet przez moment. Czuł, że to jest jego chwila, jego misja, jego szansa na zabłyśnięcie. 
Gabinety trenerów znajdowały się w pawilonie C. Zbudowany na planie litery U, stał trochę na uboczy i podziemnymi tunelami połączony był z innymi miejscami. W niewielkich gabinetach pracowało ponad tysiąc trenerów, oczywiście w różnym czasie.
Dwaj siatkarze przemykali wąskim korytarzem, starając się pozostać niezauważonymi, co było dosyć trudne przy dwóch metrach wzrostu. Jednak na szczęście budynek był prawie pusty. Związki z czerwonym alarmem większość trenerów została zmuszona do pozostania w swoich domach lub zgłoszenia się do najbliższej filii IOS.
– Hayen, Gardini, Szlapnikow, Tillie… –  Kubiak odczytywał po kolei tabliczki, gdy powoli szli wąskim korytarzem. – Antiga, Lebedew, Terzić… Kurczę, nie ma jej tutaj? – stanął zdezorientowany, gdy doszli do pierwszego skrętu. – Pamiętasz, czy siatkówka zajmuje jedno, czy dwa piętra? – zapytał środkowego.
– Jenny jest na pewno tutaj – odpowiedział spokojnie Bieniu. – Ale może trochę dalej? W końcu teraz jej funkcja w sztabie jest z tego co wiem trochę inna.
– Właśnie, ty wiesz, jak to wygląda? – Michał zaczął skręcił w kolejny korytarz. – Przecież Alekno i Rezende już nie są pierwszymi tenerami.
– To prawda – przytakną Mateusz. – Ale są tak doświadczeni i zasłużeni, że zasiadaj w czymś w rodzaju rady doradczej i zajmują się na stałe w IOS wszystkimi rzeczami związanymi z trenerami. Ogólnie podobno tu ci bardzo zasłużeni dostają jakieś tam przywileje, nawet jak nie prowadzą już kadry. Podobno Anastasii też takie ma.
– Nie widziałem go jeszcze.
– Bo pewnie siedzi w Gdańsku i ma sto tysięcy innych spraw na głowie – wzruszył ramionami. – O,  zobacz, jest! – wykrzyknął, przystając nagle. – Jenny Lang Ping, Chiny.
Pochylił nad klamką, obejrzał dokładnie, potem rozglądnął się wokół, sprawdzając, czy nikt nie idzie i dopiero wtedy ją nacisnął.
Ku ich ogromnego zdziwieniu, drzwi otworzyły się bez żadnego problemu.
– Nie mają tutaj zamków? – mruknął do siebie Kubiak, niepewnie wchodząc do pomieszczenia. Gabinet wyglądał zupełnie normalnie. Na środku stało zwykłe, drewniane biurko, a wzdłuż ścian ciągnęły się wysokie półki, po brzegi wypełnione grubymi teczkami z papierami i segregatorami. Na blacie stołu leżał tylko zamknięty, cienki laptop, a obok niego stała ramka ze zdjęciem.
– To jej córka, prawda? – Mati spojrzał na fotografię przedstawiającą młodą siatkarkę.
– Yhm – Michał pokiwał głową, szybko przeszukując szuflady biurka. – A przynajmniej tak myślę, nigdy jej nie spotkałem. Cholera, nic tu nie ma! – Ze złością zatrzasnął ostatnią szufladę.
– Nie czujesz się… nieswojo? – Bieniek nerwowo rozglądnął się po pokoju. – W końcu to chyba trochę włamanie, co nie?
– Przestań pitolić! – Dziku tylko lekceważąco machnął ręką, a potem jak gdyby nigdy nic otworzył laptopa trenerki. – Zobaczymy, czy tutaj uda nam cię coś znaleźć… – Ku jego zdziwieniu komputer był nie tylko włączony, ale nawet nie zablokowany. Na jego ekranie pojawił się skan jakiejś kartki…
– I jest nasza zguba! – Kubiak klasnął triumfalnie. – Mati rób szybko  zdjęcie, musimy się stąd wynosić!
Środkowy posłusznie dokładnie sfotografował ekran, a potem obaj siatkarze szybko opuścili gabinet, przekonani, że udało im się niezauważenie wykonać swoje zadanie.
Nie mieli pojęcia, że przez cały czas obserwował ich pewien duch. Duch, który znany był ze swoich chytrych planów.
Oni byli jednym z nich. 



Z lekkim opóźnieniem przedstawiam wam rozdział ósmy. Jest w nim trochę więcej siatkarzy. Mamy też jakby zamknięcie wątku z porwaniami. Wiem, że akcja w ostatnich częściach gnała trochę na łeb na szyję, ale teraz trochę zwolnimy. 
Jak wam się podobało? Jak myślicie, co będzie dalej? Czy Stephane się obudzi? I co będzie miał do powiedzenia. 
Z góry dziękuję za wszystkie komentarze i zapraszam też na Epilog "Without you..."

Pozdrawiam :)
Violin

3 komentarze:

  1. Fajnie, że znaleźli tych trenerów, ale śmierdzi mi to, że ta Lang Ping tak z tą kartką się obchodzi jakby nikt miał o tym nie wiedzieć i coś ten duch mi się nie podoba bo tak tu niby jest za nimi a jednak ich podgląda. Zobaczymy jak to wyjdzie wszystko i co jak się to rozwiąże. Ten komentarz może być trochę chaotyczny bo piszę go w szkole, pod ławką, w czasie HiS'u z dyrektorem, także jeśli mnie nie przyłapie to jest chyba naprawdę ślepy 😋😎

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piona, ja ten komentarz czytam na polskim z człowiekiem, który wczoraj zdeptał moją pewność siebie jeśli chodzi o pisanie xd Dlatego podwójnie cieszę się z Twojego komentarza i domysłów 😁
      Całuję 😍
      Violin

      Usuń
  2. Jestem i ja! :D
    Przepraszam, że przez ostatnie dni nie zaglądałam na Twoje blogi. Jak zwykle było to spowodowane brakiem czasu i tym, że miałam wiele rzeczy do zrobienia. Ale już jestem, czytam, nadrabiam zaległości i komentuję. ❤️
    Rozdział naprawdę mi się podobał. Cieszę się, że Alekna jest w dobrym stanie, lecz bardzo martwię się o Antigę. Myślałam, że będzie w odrobinę lepszym stanie. Ale to twardy gość, myślę, że uda mu się z tego wyjść.
    Kubi ma jak zwykle genialne pomysły! :D Nie ma to jak włamać się razem z Bieniem do pokoju Jenny Lang Ping. Ale gratuluję im odwagi no i tego, że ich "misja" skończyła się powodzeniem. Chociaż podobnie jak Rebelliious obawiam się, że ta kartka może być bardzo ważna i nie powinna dostać się w niepowołane ręce. Jestem baaardzo ciekawa, co może być ns tej kartce zapisane. Obawiam się też tego ducha. Nie mam pojęcia, kim on może być. Z jednej strony może ti być tylko duch trenera Wagnera, ale z drugiej strony może to być też któryś ze sług Króla Cieni.
    Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów.
    Całuję ❤️
    Ola

    OdpowiedzUsuń