czwartek, 21 września 2017

Rozdział 7

Odrzutowiec gładko prześlizgiwał się między chmurami. Aśka siedział w skórzanym fotelu i pustym wzrokiem wpatrywała się w widok za oknem. Tak naprawdę to zupełnie nie ją to interesowało, po prostu nie chciała nawiązywać kontaktu z współtowarzyszami. W kółko analizowała w głowie cały plan, film z ostrzeżeniem, to, co wiedzieli o kluczach. Nieudolnie próbowała pozbyć się wyrzutów sumienia, które pojawiały się za każdym razem, gdy jej wyobraźnia podsuwała obraz pobitego, nieprzytomnego Stephana. Z każdą kolejną godziną podróży rósł w niej strach, że nie zdążą, że kiedy włamią się do siedziby wroga, znajdą jedynie ciało Antigi. O Alekne kobieta mniej się martwiła, nie dlatego, że gorzej go znała, ale za doskonale wiedziała, ze jest po prostu człowiekiem wytrzymalszym, silniejszym psychicznym i fizycznym, nie będzie łatwo go złamać.
– Za chwilę będziemy na miejscu – jej rozmyślenia przerwał czyjś zimny głos. Wzdrygnęła się gwałtownie, niespodziewanie czując na ramieniu dużą dłoń Ivana.
– Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie straszył tak ludzi– mruknęła i niechętnie odwróciła się w jego stronę. – Kiedyś doprowadzisz kogoś do zawału.
– Przepraszam – Ivan wzruszył ramionami, a potem tak samo beznamiętnym głosem kontynuował: – Wylądujemy jakiś kilometr od bazy. Na tym terenie jest mnóstwo uskoków i zagłębień, nikt nas nie zauważy.
– Sprawdziłeś wcześniej? – Asia uniosła z powątpieniem brew.
– Arsene mi wszystko pokazał. Znaczy się Google Map pokazało – wykrzywił usta w coś, co chyba w zamierzeniu miało być uśmiechem.
– Mogłam się domyślić – prychnęła śmiechem Polka. – A więc, jak…
– Podchodzimy do lądowania! – Ich rozmowę przerwał głośny krzyk Kima. – Może trząść!
Ale nie trzęsło, Koreańczyk wykonał swoją robotę idealnie. Samolot wylądował za uskokiem terenu tak delikatnie, że pasażerowie zupełnie nic nie poczuli.
Aśka westchnęła cicho, a potem poprawiła bluzę, przygładziła włosy i wyprostowała się dumnie, starając znów przybrać powłokę obojętności. Miała nadzieję, że ona wyczyści jej umysł. Teraz, gdy zaczynała się właściwa akcja, nie mogła sobie pozwolić na jakiekolwiek emocje, jakiekolwiek słabości. Znów musiała stać się wypranym z uczuć robotem.
Dla dobra ich wszystkich.
– Kim, zostajesz w samolocie – rozkazał Ivan, podnosząc się z swojego fotela i wyjmując spod niego broń, ulubionego glocka, z którym się nie rozstawał. – Bądź gotowy w każdej chwili wystartować. Utrzymuj stały kontakt z helikopterami. Jeśli nie wrócimy za cztery godziny wezwij wsparcie.
Kim kiwnął głową i odwrócił się z powrotem do sterów. Wykonał swoje zadanie, otrzymał nowe rozkazy, więcej go nie interesowało.
– Baza jest jakiś kilometr stąd – kontynuował Valkovic, gdy pozostali przygotowywali się do wymarszu. – Widziałem odpowiedni budynek po drodze. Nasz dron zrobił zresztą zdjęcia. Szare, betonowe pudło, nie większe nisz nasze biurowce. Żadnych strażników przed wejściem.
– Większość kompleksu jest pod ziemią – zauważyła Cecil, po raz kolejny sprawdzając swoją broń. – I pewnie mają monitoring.
– Który ty będziesz musiała rozbroić, gdy podejdziemy wystarczająco blisko – przytaknął Rosjanin. – Najlepiej zrobić to tak, by jak najdłużej się nie zorientowali, że coś nie działa.
– Zatrzymam nagrywanie. To nie jest specjalnie trudne – wzruszyła ramionami młoda agentka.
– Jest jeszcze coś –  wtrącił się Jack. – Przecież nie wiemy, gdzie trzymają naszych.
– Żaden problem. – Cecil uśmiechnęła się chytrze. – Na pewno mają w systemie plan kompleksu. Ściągnę go, jak tylko będziemy wystarczająco blisko.
Aśka zmarszczyła zaskoczona brwi, słysząc te słowa.
– A ja myślałam, że to Arsene jest informatycznym geniuszem – Spojrzała znacząco na Ivana.
– Bo jest – odpowiedział. – Ale jest też leniwy i nie lubi brudzić sobie rąk. Cecil to taki Arsene wersja 2.0 – uśmiechnął się z dumą.
– A on o tym wie?
– Nie i nie musi wiedzieć. Jego ego jest niestety dla nas zbyt cenne – prychnął.
Powoli pokiwała głową. Doskonale wiedziała, że młody Blain jest świadomy swoich niezwykłych umiejętności i uwielbia się nimi popisywać. Nie wiadomo skąd mu się to wzięła, szczególnie, że na przykład starszy brat informatyka był pod tym względem jego zupełnym przeciwieństwem. I choć od czasu do czasu zachowanie chłopaka irytowało wszystkich, to jednak dzięki niemu mieli jedne z najlepiej chronionych baz danych na świecie.
– Musimy działać szybko i po cichu – tym razem do agentów zwróciła się Asia. – Bądźcie ostrożni, nie chcemy strzelanin i przypadkowych śmierci.
Cała trójka przytaknęła zgodnie, choć przecież słyszeli te słowa już któryś raz. Byli świetnie przeszkoleni, doskonale wiedzieli, co mają robić.
– Poradzisz sobie? – zapytał jeszcze Polkę Ivan, gdy wychodzili z samolotu.
– Oczywiście – kobieta uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco. – Byłam członkiem grupy specjalnej przez dobre siedem lat, wiem co robić.
Valkovic nic nie odpowiedział, jego twarz nawet nie drgnęła. Aśka nie mogła przypuszczać, że gdzieś z tyłu głowy zapaliła mu się ostrzegawcza lampka.
Wyszli na zalany słońcem pustkowie. Mimo że we Włoszech było już po południu, a tu dzień dopiero ruszał, to temperatura była trudna do zniesienia. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, ciągnęła się spieczona, popękana ziemia. Nie było żadnej zieleni, jedynie wyrastające co pewien czas wysuszone krzaki, urozmaicały krajobraz.
Jednak grupie specjalnej takie warunki nie przeszkadzały. Wyposażeni w najlepszy sprzęt, ruszyli przed siebie wartkim krokiem, ale za to w zupełnej ciszy. Rozmowy tylko niepotrzebnie, by ich rozpraszały, a żadne nie miało do powiedzenia czegoś ważnego.
Po kilkunastu minutach marszu na zza horyzontu zaczął wyjawiać się ich cel. Z każdą sekundą robił się coraz większy, aż w końcu osiągnął swoje oryginalne rozmiary.
Byli na miejscu. Jakieś sto metrów od głównej bramy, schowali się za kolejnym wyłomem, by nie uchwyciły ich kamery.
– Nie ma strażników – mruknął Daniel, uważnie badając wzrokiem teren.
– Dajcie mi jakieś pięć minut. – Cecil machnęła nerwowo ręką po czym wyjęła z plecaka najcieńszego laptopa jakiego Asia kiedykolwiek widziała.
– Nowy sprzęt? – zapytała szeptem Ivana, z niedowierzeń patrząc, jak dziewczyna z prędkością światła wystukuje na klawiaturze kolejne polecenia.
– Przyszedł tydzień temu. Dałaś mi wolną rękę w tych sprawach, więc wybrałem coś porządnego. Oczywiście z pomocą Blaina – odpowiedział spokojnie. – Zresztą poczekaj to jeszcze nie koniec – wskazał głową na agentkę.
Miał rację. Gdy tylko Cecil udało się shakować kamery i zdobyć plany bazy, co zajęło jej niespełna pięć minut, wyjęła z plecaka niewielkie urządzenie, przypominające trochę PSP. Poklikała przez chwilę też na nim, a potem schowała laptopa i uśmiechnęła się szeroko do towarzyszy.
– Teraz wszystko mam tutaj – powiedziała. – Możemy iść dalej.
Szybko podnieśli się ze swoich miejsc i podbiegli do stalowych wrót. Cecil przyłożyła swoje urządzonko do czegoś, co chyba było zamkiem kodowym, poklikała, a sekundę później drzwi otworzyły się z cichym sykiem.
Przed nimi ciągnął się długi ciemny korytarz, zakończony kolejnymi drzwiami. Na obu jego krańcach zamontowano kamery, ale znów nie  było żadnych strażników.
– Są bardzo pewni siebie – mruknął Ivan.
I w tym samym momencie wiszące pod sufitem lampy rozbłysły czerwonym światłem, a spokój przerwało ogłuszające wycie alarmu.
– Cholera, wykryli nas! – przełknęła Aśka, odruchowo cofając się na zewnątrz.
– Nie! – gwałtownie uspokoiła ją Cecil. – To moja robota! Włączyłam alarm po drugiej stronie budynku – tłumaczyła, próbując przekrzyczeć hałas. – Przerzucą tam wszystkich ludzi i będziemy mieć wolną drogę. Za tymi drzwiami jest winda. Więźniów trzymają cztery piętra niżej.
Nie potrzebowali niczego więcej. Wszystko działo się bardzo szybko, a dzięki młodej agentce nikt im nie przeszkodził. Za nim się obejrzeli już byli kilkanaście metrów pod ziemią. Gdy winda otworzyła się, drogę zagroził im tylko jeden strażnik, wysoki, w czarnym mundurze i z karabinem w ręku. Na widok intruzów, krzyknął coś po hiszpańsku i uniósł broń, by wystrzelić.
Jednak Ivan był szybszy. Jednym susem znalazł się przy przeciwniku, uniósł wielką dłoń i  uderzył mężczyznę w skroń tak mocno, że te po prostu osunął się nieprzytomny na ziemię.
– Mogli się bardziej postarać. – Valkovic otarł dłoń o spodnie i dopiero wtedy rozejrzał się wokół, by stwierdzić, gdzie się znajdują.
Tak, jak się spodziewali trafili do czegoś, coś co przypominało połączenie średniowiecznych lochów z najnowocześniejszym amerykańskim więzieniem. Wzdłuż kamiennych ścian ciągnęły się dwa rzędy wąskich, stalowych drzwi. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny, a nad każdą celą słabo migotała czerwona lampka. Gdzieś z oddali dochodziło popiskiwanie szczura, mieszające się z echem alarmu.
– Na co czekamy?! Szybko! – Aśka jako pierwsza rzuciła się  w kierunku cel. Jej ruchy były tak szybkie, że wydawały się wręcz nierzeczywiste. Biegała od jednych drzwi do drugich, zaglądając do środka przez kuloodporne szyby  i sprawdzając, czy w środku przypadkiem nie ma  przyjaciela. Niestety z każdą kolejną sekundą jej zapał słabł. Przechodziła od jednej celi do drugiej z coraz większym zrezygnowaniem, a w jej oczach pojawiło się przerażenie.
– Nie ma ich – wychrypiała, stając na środku korytarza. – Nigdzie ich nie ma!
– Zostały ci jeszcze jedne drzwi – trzeźwo zauważył Ivan. W przeciwieństwie do Daniela i Jacka, nie dołączył do poszukiwań. Zamiast tego pilnował głównego wejścia, jednocześnie kontrolując Cecil, która grzebała przy panelu sterowania i próbowała rozgryźć system zamków w lochach.
– Ale w nich nie ma szyby – stwierdził Jack. – Równie dobrze, to może być schowek na miotły albo coś podobnego.
– Stephane! – Mimo słów agenta, Asia i tak rozpaczliwie uderzyła pięścią w stal. – Alekno, do cholery!
Odpowiedziała jej cisza.
– Dajcie mi sekundkę – poprosiła nerwowo Cecil. – To jest bardziej skomplikowane niż myślałam.
– Zaraz zorientują się, że to blef! Jak tu zjadą, zmiotą nas w pył! – pogonił ją Ivan.
– Wiem, wiem, jeszcze chwilę… Gotowe! – Klasnęła triumfalnie i w tym samym momencie wszystkie drzwi rozsunęły się z cichym piskiem.
– Dobra robota, młoda! – pogratulował jej Jack. Ivan jedynie z aprobatą pokiwał głową, a Aśka nic nie powiedziała tylko od razu do skoczyła do ostatniej celi – tej, w której miała nadzieję zobaczyć swojego przyjaciela, żywego i w pełni sprawnego, uśmiechającego się szeroko, tak jakby nic się nie wydarzyło.
Pierwszym, co rzucało się w oczu, był siedzący pod ścianą mężczyzna. Serce kobiety zabiło szybciej, ale zaraz zwolniło, gdy zorientowała się, że więźniem nie jest Antiga, a Władimir Alekno.  Rosyjski trener był wycieńczony i poobijany, ale przytomny. Gdy do pomieszczenia wpadło światło, uniósł głowę, ukazując podrapaną, poranioną twarz, ozdobioną na dodatek ogromną śliwą pod okiem.
– To wy? – wychrypiał słabym głosem.
– My – przytaknął Ivan, który już był przy trenerze. – Musimy się spieszyć, Oni zaraz tu będę.
– Zajmijcie się lepiej Antigą – Władimir kiwną głową w kierunku tylnej ściany. –  Kiepsko z nim.
Asi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Teraz dostrzegła Stephana. Leżącego bez życia na kamiennej posadzce, z ziemistą cerą, ręką wykręconą pod nienaturalnym kątem i włosami dosłownie czerwonymi od krwi. Spierzchnięte usta miał lekko uchylone, a spod podartej polówki wyłaniała się blada skóra pokryta siniakami, obrzękami i postrzępionymi ranami, które ledwo zdążyły się zagoić.
– Stephane… – przerażona opadła na kolana obok mężczyzny.  – Słyszysz mnie, Stephane?! – Przyłożyła mu palce do skroni i odetchnęła z ulgą, czując puls. Słaby,  ledwo wyczuwalny, ale był. – Jack, Daniel, chodźcie tu, musicie go podnieść!
– Alarm ucichł, zorientowali się! – Z korytarza dobiegł do nich rzeczowy krzyk Cecil.
– Tempo, panowie, tempo! – pogonił agentów Ivan. Sam chciał pomóc Aleknie, ale ten z irytacją odtrącił jego dłoń.
– Poradzę sobie – warknął, dźwigając się z trudem. – Tak bardzo mnie jeszcze nie pokiereszowali.
Valkovic nie protestował, za długo pracował z mężczyzną by sądzić, że jakiekolwiek protesty odniosą zamierzony skutek. Zostawił więc trenera w spokoju, a sam poszedł przodem, z uniesioną bronią, by oczyszczać drogę.
I to był dobry ruch, bo dokładnie  w momencie, w którym opuścili celę, drzwi windy otworzyły się i wysiadło z niej czterech doskonale uzbrojonych żołnierzy przeciwnika.
– Padnij!
Rozpętała się strzelanina. W powietrzu śmigały kule, pod sufitem cały czas migotały czerwone żarówki. Obydwaj trenerzy zostali dosłownie przygnieceni przez agentów do ziemi. Pociski wbijały się w stalowe kraty, panował zupełny chaos. Aśka próbowała jakoś ogarnąć sytuację, ale tak naprawdę była wstanie jedynie modlić się, by nikt z IOS nie ucierpiał. Ostatnie na co miała ochotę, to dodatkowe ofiary w ludziach.
Na szczęście grupa specjalna nie bez przyczyny nazywana jest jedną z najlepiej wyszkolonych jednostek na świecie. Choć całe zamieszanie wydawało się ciągnąć w nieskończoność, to w rzeczywistości po kilkunastu sekundach przeciwnicy zostali unieszkodliwieni, z czego najprawdopodobniej osobiście ukatrupił Ivan.
– Kim – Rosjanin wywołał pilota przez komunikator, przestępując nad ciałem wroga. – Potrzebuję helikoptera. Tego z lekarzem. Za minutę ma być przy bazie. Ty startuj.
– Przyjąłem – odparł krótko Koreańczyk, a Valkovic od razu się rozłączył.
– Idziemy – nakazał pozostałym.
I poszli. Choć ledwo zmieścili się w windzie, a ogłuszający alarm znów rozległ się w całym kompleksie to jednak okazało, że szczęście postanowiło do nich wrócić z wakacji. Na powierzchni spotkali bowiem tylko jednego strażnika, zresztą dość nieudolnego, który chyba znalazł się tam przez przypadek. Pozbycie się go zajęło im niespełna sekundę, a poradzenie sobie z niby zamkniętymi głównymi wrotami kolejne dwie – dla odmiany to było łatwiejsze niż się Cecil wydawało.
Wybiegli, a raczej w przypadku trenerów wywlekli się, na zalane słońcem pustkowie, na którym panował równie ogromny chaos, co w środku budynku. Silne podmuchy wiatru targały wszystkim wokół, wycie syren zlewało się z narastającym warkotem silników helikoptera, który sunął szybko w ich kierunku, zniżając się coraz bardziej.
Gdy tylko maszyna dotknęła ziemi, wszyscy pobiegli w jej kierunku. Wrogowie zorientowali się co się dzieje, rozpoczęli ostrzał, ale to niewiele dało. Za nim się obejrzeli uciekinierzy wznosili się w powietrze.
– Nieźle się spisaliśmy – stwierdziła Aśka, pocierając bark w miejscu, gdzie drasnęła ją przypadkowa kula.
– Było… poprawnie – mruknął Ivan, kiwając głową. – Oczywiście mogliśmy poradzić sobie szybciej.
– Oj, daj spokój! – Kobieta szturchnęła go ramię, a Rosjanin uśmiechnął się nieznacznie, doskonale wiedząc, że i tak nie zepsuje jej humoru.
Bo dopiero wtedy, siedząc na metalowym podeście i obserwując, jak lekarz podaje Stephanowi tlen, słysząc, jak uspokaja ją, że wcale nie jest tak źle, że trener jest silnym chłopem i wyjdzie z tego, uwierzyła w coś, w co powinna uwierzyć już dzień wcześniej, o siódmej rano, gdy wszystko się zaczęło.
Cokolwiek by się nie stało wygrają tę wojnę.
I jako prezes International Ogranization for Sportsman była tego pewna.


Przedstawiam wam rozdział siódmy. Jak wam się podoba? Jest on jaki jest, są takie momenty, które podobają mi się bardziej i takie, które trochę mniej, ale trudno. Nie ma tu co prawda siatkarzy, ale spokojnie będzie ich więcej w następnych częściach. 
Wczoraj wieczorem PZPS odwołało ze stanowiska trenera "Fefe". Czy jest to dobra decyzja? Trudno powiedzieć, ale prawda jest taka, że przez ostatnie miesiące nasi chłopcy nic nie grali. Przez cały sezon były może dwa mecze, w których naprawdę było widać walkę. Bo właśnie tej walki, energii, wojny o każdy punkt zabrakło. Bo gdyby były, to nawet przy słabych wynikach na trenera patrzono by zupełnie inaczej. 
Mówi się, że teraz czas na polskiego trenera. Jak sądzicie, to dobre posunięcie? Ja osobiście mam swojego faworyta, ale on sam jakoś na razie średnio podchodzi do tego pomysłu xD. 
Na zakończenie dziękuję wszystkim czytelnikom, a szczególnie tym, którzy zostawiają po sobie ślad. To naprawdę wiele dla mnie znaczy!
Pozdrawiam
Violin


4 komentarze:

  1. Świetny rozdział. Akcja ratunkowa była naprawdę genialna. Wszystko odpisałaś tak wspaniale i dokładnie, że czułam się, jakbym wszysyko oglądała na żywo. Bardzo jestem szczęśliwa, że Antiga i Alekno żyją. Czekam na kolejne rozdziały.
    Ściskam ❤️
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Czekam też na coś u ciebie ;)
      Całuję <3
      Violi

      Usuń
  2. Wow, czułam się jakbym to ja była jedną z grupy specjalnej i jakbym to ja miała ich bronić. Miałam łzy w oczach jak Aśka zauważyła Alekne i Antige, ale dobrze, że żyją. Przy ostatnim zdaniu, kiedy Aśka przyznała, że wygrała tę wojnę, to w mojej głowie słyszałam to takim dumnym i zwycięskim głosem, zupełnie jak wtedy, kiedy moja siostra zadzwoni do mnie i powie:"Kupiłam nowe szpilki!" Hahaha, to chyba najprzyjemniejszy fragment tego rozdziału xD Czekam na rozwój wydarzeń i ślę buziaki, rebelliious :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, bardzo dziękuję za komentarz! Cieszę się strasznie z każdego czytelnika :)
      Całuję i zapraszam też na nowe rozdziały na Without you...
      Violin

      Usuń