czwartek, 7 września 2017

Rozdział 6

Asia nie mogła zasnąć. Przekręcała się z boku na bok, próbując znaleźć wygodną pozycję, ale wąskie łóżko nie dawało jej zbyt wielu możliwości. Zwykle nie miała problemu ze snem. Nie potrzebowała jakiś specjalnych wygód, maleńki pokoik w centrali, który na początku miał służyć tylko na wszelki wypadek, a w końcu stał się jej domem, w zupełności wystarczał.
A teraz było inaczej. Cały czas miała przed oczami przerażające zdjęcia z otrzymanego filmu,  a to sprawiało, że rzeczywistość wokół dosłownie ją przytłaczała. Oddychała z trudem Miała wrażenie, że jej płuca odmawiają posłuszeństwa. Czuła się tak, jakby ktoś przygniótł ją trzytonowym głazem albo kazał wchodzić na Mont Everest bez tlenu.
Zirytowana w końcu usiadła na łóżku.  Za jedynym oknem w pomieszczeniu panowała zupełna cisza. Była prawie północ.  Filie na całym świecie zostały powiadomione o zagrożeniu, zwiększono ochronę nad wszystkimi sportowcami, po raz kolejny nawiązano współpracę z służbami specjalnymi. Plan awaryjny na wypadek czerwonego alarmu wypalił w stu procentach, troje z czterech pozostałych strażników było w centrali pod doskonałą opieką, kobieta naprawdę nie miała powodów do zmartwień. Wszyscy byli bezpieczni.
A jednak świadomość tego, że gdzieś tam jest dwóch trenerów, którym nie zapewniła ochrony doprowadzała ją do wariacji. Wrzucała sobie, że nie przewidziała takiej sytuacji, że nie postarała się zapewnić im dodatkowej ochrony albo przynajmniej szkolenia czy odpowiedniej broni. Może wtedy nie doszłoby do tego wszystkiego.
Kotem oka dostrzegła świecące w oddali słabe pobłyskiwanie. W jedynym zamieszkałym domku dla gości nadal paliło się światło. Westchnęła głęboko. Mogła to przewidzieć. Szybko ubrała się, narzuciła na głowę kaptur bluz i wymknęła w ciemną noc, modląc się w duchu, by na kogoś nie trafić.
Tak jak przypuszczała, Stephanie siedziała przed domkiem i pustym wzrokiem wpatrywała się w przestrzeń. Na sobie miała wymięty dres, a w rękach trzymała kubek z już dawno wychłodzoną herbatą.
– Nie możesz zasnąć? – zapytała Aśka wyłaniając się z cienia.
Francuzka wzdrygnęła się mimowolnie, słysząc jej cichy głos.
– Nawet nie próbuję – mruknęła. – Za bardzo się martwię. – Jeszcze bardziej otuliła się bluzą, choć wcale nie było zimno.  Czy wy…– przełknęła głośno ślinę i niepewnie spojrzała na przyjaciółkę. – Czy coś wiecie na jego temat?
Polka spuściła wzrok. Nie powiedziała Stephanie o otrzymanej wiadomość, uznała, ze tak będzie lepiej. Nie chciała wyobrażać sobie reakcji kobiety na zdjęcie męża. To mogłoby tylko pogrążyć ją w jeszcze większej rozpaczy.
– Niedługo będziemy mieć miejsce, gdzie najprawdopodobniej ich trzymają – powiedziała powoli, uważnie obserwując reakcje przyjaciółki. – Wylatujemy z samego rana. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to zobaczysz Stephana wciągu dwóch dni – wymusiła uśmiech.
– Tylko w jakim stanie. – Ton drugiej kobiety nadal był zupełnie beznamiętny.
– Nie możesz w ten sposób…
– Myśleć? Muszę – wzruszyła ramionami. – Nigdy… nigdy nie myślałam o tym, jak sobie poradzimy, gdy jego zabraknie. A teraz muszę. Bo powiedzmy sobie szczerze – mogę zostać wdową. I to wciągu zaledwie dwóch dni.
– Przestań, proszę…
– Pewnie wrócimy z dzieciakami do Francji. Albo na Majorkę. Mamy trochę oszczędności, wystarczą na tyle, bym znalazła jakąś niezłą pracę. Będzie ciężko, ale poradzimy sobie. Przynajmniej teoretycznie. – Jeszcze mocniej skuliła się w fotelu. – Chociaż nie wiem jak dzieciaki sobie z tym poradzą – mruknęła.
– A  jak radzą sobie na razie? – zapytała Asia, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciółki.
– Nieźle – Francuska wzruszyła ramionami. – Jakoś wytłumaczyłam im zniknięcie Stephana. Ale trochę na okrętkę, nie zdają sobie sprawy z prawdziwego zagrożenia. Podoba im się tutaj. Jest basen, dużo przestrzeni, cała infrastruktura… i chłopaki z Kanady wzięli ich pod swoje skrzydła – uśmiechnęła się smutno. – Pewnie na miejscu zawodników też chciałabym się zająć czymkolwiek byle tylko nie myśleć o całej tej sytuacji –  dodała.
Zapadła niezręczna cisza. Aśka nie bardzo wiedziała, co jeszcze może powiedzieć, za to Stephanie wróciła do otępiałego kołysania się na krześle i bezgłośnego ruszania ustami.
– Co z rodziną Alekny? – zapytała nagle, odwracając się gwałtownie do Polki. – Nie ma ich tutaj prawda? Dlaczego?
– Ivan się tym zajął – odpowiedziała spokojnie Mazowiecka, jakby to było coś oczywistego. – To dość uparci ludzie. Przydzieliliśmy im tyle ludzi do ochrony, że amerykański prezydent by nie pogardził. Są bezpieczni, ale ja jednak wolałam ściągnąć was tutaj. Czuję się tak po prostu pewniej – przyznała bez ogródek.
Stephanie powoli pokiwała głową. Rozumiała tę postawę, choć nie spodziewała się takiego wyzwania ze strony przyjaciółki. W tym duecie to raczej ona była tą ciepłą, rodzinną osóbką, która nie ukrywała swoich uczuć w stosunku do innych. Aśka za to bardzo rzadko zdejmowała maskę zimnej pani prezes, z jakiegoś powodu wolała by niektórzy spostrzegali ją jako zupełnie wypraną z uczuć szefową, niezdolną by przywiązać się do kogokolwiek. Ludzi, którzy znali jej prawdziwą twarz można było policzyć na palcach, pozostali widzieli w niej po prostu robota
– Spróbuj zasnąć, dobrze? – poprosiła w końcu, by jakoś skierować rozmowę ku końcowi. – Nie wiem jak potoczy się jutrzejsza akcja, ale czuję – przełknęła głośno ślinę. – Czuję, że powinnaś być w pełni sił – wymusiła uśmiech. 
– Niech będzie – westchnęła Stephanie, z zrezygnowaniem krzyżując ręce na piersi. – Ale ty też pójdziesz spać, okej? Bo tak naprawdę, to od tego w jakiej będziesz formie zależy powodzenie tej misji. A ona musi się udać! – Pogroziła przyjaciółce palcem.
– Wiem – Asia znów przybrała jedną z swoich najpewniejszych póz. – Obiecuję ci, że się uda.
Jej słowa odbyły się echem w ciemność. Nikt ich nie potwierdził.

***

Po dwóch godzinach pracy Bieniu miał serdecznie dość. Miał dość wspinania się na zdecydowanie za wysokie drabiny, miał dość rozpadających się poradników z lat siedemdziesiątych, które nijak się miały do dzisiejszego sportu, miał dość kartek zacinających palce i miał dość wszechobecnego kurzu. Mimo tego, że do początkowej szóstki dołączyli inni siatkarze – zarazem Polscy jak i Kanadyjscy – a także członkowie sztabu, ich prace w ogóle nie posuwały się do przodu.
– To bez sensu! – jęknął Michał Kubiak, gdy w duecie przeczesywali regały w dziale hokeja. – Kurczę, komu chciało się to wszystko pisać? Przecież musiało im to zająć wieki! A ile papieru zeżarło! – narzekał dalej, z grymasem na twarzy kartkując kolejną biografię, która i tak za wiele mu nie mówiła. – Nawet nie przypuszczałem, że tyle książek może istnieć! A widziałeś regały w dziale siatkarskim? Kojarzę może kilka tytułów, a przecież chwilę już w siatce siedzę!
– Może pozostałe zostały napisane na potrzebę IOS? – rzucił luźno Mati, strzepując z kolejnego tomu warstewkę kurzu. – No wiesz, na wyraźną prośbę zarządu albo trenerów, wydrukowane w dwóch, trzech egzemplarzach, tylko do użytku wewnętrznego.
– Chyba masz rację. – Kapitan wzruszył ramionami. – Ile my już tutaj siedzimy? – ponownie zaczął narzekać, wchodząc na drabinę. – Jestem padnięty! Wstaliśmy przecież przed szóstą, a już jest prawie pierwsza. W nocy! Ja chcę spać! – Słysząc jego żałobliwy to, Bieniek tylko przewrócił oczami. Też był zmęczony, ale jakoś nie czuł potrzeby oznajmiania tego całemu światu. 
– Ale wiesz co? – kontynuował swoja paplaninę Kubiak. – Taka robota sprzyja myśleniu. A ja nadal nie ogarniam tego, jak to wszystko funkcjonuje. Przecież mamy do czynienia z setkami, jak nie tysiącami trenerów! I co, zbierają się wszyscy przy tych długich stołach i dyskutują, popijając herbatkę?!
– Nie zapomnij o ciasteczkach – mruknął Bieniu. – Zebrania nie mogą funkcjonować bez ciasteczek.
– Dobrze prawisz. – Michał z aprobatą pokiwał głową. – Choć wątpię by piekła je Jenny. Może ktoś inny to robi? Na przykład… A to co? – Nagle z książki, którą przeglądał wypadła złożona kartka papieru. Przyjmujący podniósł ją ostrożnie i niepewnie rozprostował. – Dziwne – mruknął, dokładnie oglądając znalezisko z każdej strony. – Zupełnie nic z tego nie rozumiem.
Środkowy zajrzał mu przez ramię, ale też nie wiele łapał. Na kartce były jakieś rysunki wykonany ołówkiem i słowa w różnych językach. Jedne znał, inne pierwszy raz widział na oczy, ale żadnego nie rozumiał.
– Co to za dziwne znaczki? Chiński, japoński? – w zamyśleniu podrapał się po głowie.
– Nie mam pojęcia, ale Lang Ping na pewno będzie wiedziała. Jenny! – Kubiak wrzasnął w niebogłosy, by usłyszała go cała biblioteka, a także wszyscy mieszkańcy Rzymu. – Znaleźliśmy coś!
– Nie drzyj się, Kubiak, w przeciwieństwie do ciebie mam jeszcze doskonały słuch. – trenerka zupełnie niespodziewanie wyłoniła się z jednego z regałów. Choć pracowała tak samo ciężko jak inni, a może nawet i ciężej, to w ogóle nie było widać po niej zmęczenia. – Pokarz, co tam masz – wyrwała Michałowi kartkę. – Dziwne – zmarszczyła czoło, widząc, co na niej jest.
– Co jest dziwne?! – Michał i Mati wymienili podekscytowane spojrzenia.
– Chyba znaleźliście to, czego szukamy – odpowiedziała powoli Jenny, nie odrywając wzroku od tekstu. – Na razie jednak jeszcze nie wiele wam powiem… Muszę to obgadać z innymi, więc na razie macie wolne. Zbierzecie pozostałych i zmywajcie się stąd! – machnęła niecierpliwie ręką, jakby byli irytującymi owadami.
Obydwaj wzruszyli tylko ramionami, a potem z triumfem przybili sobie piątki. Spojrzeli wyczekująco na kobietę, ale ta już przestała się nimi interesować. Uważnie oglądała zupełnie zwyczajną, choć lekko pożółkłą kartkę, która zupełnie, ale to zupełnie nie wydawała się podejrzana.
Jednak jak się okazało, dzięki niej mogli spojrzeć na sytuację w nowym świetle.
I w końcu zdać sobie sprawę z tego w jakim są niebezpieczeństwie.
Jenny w końcu podniosła wzrok. Na szczęście siatkarze nadal stali przed nią, czekając na jakąś reakcje. Miała do nich jeszcze jedną prośbę.
– Znajdźcie mi Huberta Wagnera.

***

Gdy o szóstej rano Aśka weszła do hangaru, wszystko już było gotowe. Samolot zatankowany i sprawdzony, agenci wypoczęci i znający plan działania, Ivan jak zwykle pewny siebie, po raz setny analizujący każdy szczegół. Arsene pracował przez całą noc i teraz dokładne współrzędne szukanej bazy mogły zostać wklepane do komputera pokładowego. Znajdowała się ona na kompletnym odludziu w samym sercu Ameryki, więc przed ekipą było przynajmniej osiem godzin podróży. Dzięki najnowocześniejszym silnikom, specjalistycznym układom, nie musieli się martwić o pas do lądowania, bo samolot mógł startować pionowo, tak, jak helikopter.
– Na pewno wszystko mamy? – zapytała kobieta, podchodząc do Ivana.
– Na pewno – Rosjanin skinął głową. – Sprawdziłem trzy razy. Tak samo jak plan działania. Przeanalizowałem każdy szczegół.
– I co?
– Jest poprawny. Nie świetny, tylko poprawny, ale na więcej nie możemy sobie pozwolić. Nie wiemy jak wygląda baza, gdzie trzymają więźniów ani jakimi siłami dysponują. Lecimy tak naprawdę na ślepo.
Aśka zagryzła nerwowo wargę. Nie podobało jej się to stwierdzenie. Za dużo niewiadomych. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, w jak cholernie beznadziejnym położeniu się znaleźli.
– Kto kontroluje akcje z centrali? – dopytała, starając się ukryć niepewność.
– Arsene, tak jak zawsze. Ma mapy, GPS, nie zgubi nas.
– Ewentualna opieka medyczna?
– Na pokładzie jednego z helikopterów będzie lekarz. Dogadaliśmy się też z najbliższym szpitalem.
– A jeśli będę chciała przetransportować kogoś do Rzymu?
– Odpowiedni samolot czeka już na lotnisku.
– Widzę, że pomyślałeś o wszystkim – spojrzała na niego z podziwem.
– Jak zawsze – mężczyzna tylko wzruszył ramionami. – To ruszamy, czy nie?
Mazowiecka westchnęła cicho i jeszcze raz spojrzała na lśniący odrzutowiec. Kim sprawdzał jeszcze raz ogólny stan maszyny, a Cecil stała na schodkach i czekała na rozkazy. Pozostali agenci już byli w środku.
Wszystko dopięte na ostatni guzik…
– Tak, ruszamy – zadecydowała, a potem pewnym krokiem weszła do samolotu.

***

Jenny Lang Ping, Julio Velasco i Bernardo Rezende siedzieli przy kwadratowym stole. Pomiędzy nimi leżały trzy klucze, a czwarte krzesło było puste.
– To idiotyczne – mruknął Velasco, nerwowo skubiąc róg koszuli. – Mamy trzy klucze, wiemy, że czwarty jest bezpieczny. Oni mają tylko dwa. Mamy nad nimi przewagę, więc dlaczego się tak strasznie denerwujemy – spojrzał rozpaczliwie na towarzyszy.
– Na pewno klucz jest bezpieczny? – zapytała Jenny, zupełnie ignorując uwagi Argentyńczyka.
– Na pewno – przytaknął Rezende. – Jeszcze dzisiaj rano sprawdzałem. Jego fenomen polega na tym, że znajduje się w zupełnie niespodziewanym, nie podejrzanym miejscu, a…
– A jego strażnikiem jest człowiek, którego nikt nie bierze pod uwagę – dokończyła za niego Chinka. – Wiecie, że mój plan wypalił i chłopaki znaleźli coś, prawda? – Wyjęła kartkę i przesunęła ją na środek stołu. – To zupełnie zmienia naszą sytuacje.
Mężczyźni rzucili się na znalezisko jak głodne zwierzęta, co skończyło się malowniczym zderzeniem dwóch pustych łepetyn.
– Idioci – mruknęła Jenny, kręcąc głową z dezaprobatą.
Obydwaj posłali sobie groźne spojrzenia, ale to Rezende pierwszy dorwał papier.
– Nic z tego nie rozumiem – stwierdził, oglądając go ze wszystkich stronnego.
– Cholera, oddaj! – trenerka wyrwała mu z ręki kartkę. – Dlaczego wy zawsze robicie wszystko tak powoli?! Na tym skrawku papieru Melanie McFayer napisała wszystko o źródle magii! A dokładnie o źródłach!
– O źródłach? – trenerzy wymienili zaskoczone spojrzenia.
– Tak – Jenny kiwnęła głową. – Wszyscy byliśmy przekonani, że źródło jest jedno, a tym czasem okazuje się, że jest ich aż sześć! To znaczy, są to odnogi jednego dużego. Każdy klucz pozwala na dostęp do jednego. Są umieszczone w różnych miejscach na świecie. Dostęp do jednego z nich umożliwia dostęp do pewnej części magii. My teraz korzystamy jedynie z niewielkiej ilości, którą pozostawiono „bez opieki”.
– I co to zmienia? – wzruszył ramionami Rezende. – Ci psychopaci nadal mają dwa klucze.
– To prawda – przytaknęła Lang Ping. – Ale my mamy cztery. Sam sobie odpowiedz, kto tu ma przewagę?



Z lekkim opóźnieniem, ale dodaję w końcu rozdział szósty. Miałam zamiar skończyć go wcześniej, ale niedawno zaczęłam liceum i w nawale nowych obowiązków nie bardzo znalazłam i czas i wenę do pisania. Ale wracam i niedługo powinny się też pojawić rozdziały na pozostałych blogach. 
Niedawno skończyły się też Mistrzostwa Europy. Nasza reprezentacja nie wypadła w nich najlepiej. Ja jakoś jeszcze sam wynik bym przeżyła ( choć odpadnięcie w barażach to zdecydowanie nie było to, czego oczekiwaliśmy), ale styl... Powiedzmy sobie szczerze, ja w chłopakach zupełnie nie widziałam drużyny, nie było między nimi chemii, energii, czasami miałam wręcz wrażenie, że niektórzy są tam za karę. Niefajnie :(
Pojawiają się głosy, że należy zmienić sztab, zrobić w kadrze rewolucje. Nie do końca wiem, co mam o tym myśleć.  jednej strony wyrzucanie trenera po jednym sezonie do najgenialniejszych pomysłów nie należy, ale z drugiej... styl przegranych turniejów był po prostu okropny. No i może kilku zawodnikom przydałby się odpoczynek ( na przykład panu F.D który wczorajszym wywiadem w Przeglądzie podniósł mi ciśnienie). 
A wy jakie macie spostrzeżenia po tym turnieju? Serdecznie zapraszam do komentowania. 
Pozdrawiam
Violin

1 komentarz:

  1. Genialny rozdział, jak zawsze <3
    Po prostu kocham połączenie Kubiego i Bienia. Nie mogę doczekać się, jak zakończy się misja lotnicza. Mam ogromną nadzieję, że uda się uratować Antigę i Aleknę. Strasznie szkoda mi Stephanie, która martwi się o męża.
    Dobrze, że na razie cztery klucze nie są w rękach złoczyńców i mam nadzieję, że oni nigdy ich nie zdobędą. Nie mogę doczekać się, jak wszystko dalej się potoczy. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.

    Po ME długo nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Było mi mega smutno, bo znów na wielkiej siatkarskiej imprezie przegraliśmy. Szkoda mi zawodników, którzy spędzili ciężkie tygodnie w Spale, aby przygotować się do mistrzostw. Było mi też przykro, bo dzień przed meczem Polska-Słowenia zakupiliśmy całą rodziną bilety na ćwierćfinały (no bo Polska miała grać z Rosją) Niestety zamiast spotkania Polska-Rosja musiałam zadowolić się meczami Rosja-Słowenia i Bułgaria-Serbia :( (Chociaż nie ma tego złego, bo po drugim ćwierćfinale udało mi się zrobić zdjęcia z trzema Serbskimi siatkarzami, w tym ze Srecko Lisinacem, któregi uwielbiam ❤️) Ogólnie uważam, że tegoroczne ME były turniejem zaskoczeń. Kto by się spodziewał, że Polska, Francja, czy Włosi odpadną tak wcześnie, albo że Niemcy i Belgia dojdą do pierwszej czwórki? Dla mnie największym zaskoczeniem mistrzostw były właśnie Niemcy, które najpierw grały suler e grupie, potem pokonały w półfinale Serbię, odwracając wynik spotkania z 0:2 na 3:2, a ostatecznie genialnie postawiły się Rosji w finale.

    Wyrzucić pana F.D.? No co ty, przecież on dobrze grał i jak sam mówi, jest zadowolony ze swojego występu na ME xD A tak na serio, to nigdy nie przepadałam za panem F.D. ale po tych Mistrzostwach Europy po prostu brakuje mi na niego słów. Z każdą wypowiedzią upokaża się coraz bardziej xD Tęsknię za chwilami, gdy Grzesiu Łomacz był naszym pierwszym rozgrywającym.
    Całuję :*
    Ola

    OdpowiedzUsuń