piątek, 28 lipca 2017

Rozdział 3

Ferdinando De Giorgi zawsze miał kamienny sen. Tak naprawdę, to mógł spać w każdych warunkach i o każdej porze dnia i nocy, a kiedy już zasnął, to naprawdę bardzo trudno było go dobudzić. Dlatego zawsze musiał nastawiać trzy budziki i jeszcze prosić Oskara, by wracając z porannego biegania, porządnie szturchnął go w ramię.
Ewentualnie zagrał mu nad uchem na trąbce.
Dlatego właśnie biedny Fefe nie zauważył, jak ktoś go bezwstydnie uprowadził z własnego hotelowego łóżka, żadnego wrażenia nie wywarły na nim lochy, w których został zamknięte, a żałosne krzyki przerażenia i bólu, które należały do całkiem nieźle znanego mu Francuza, oraz głośne przekleństwa po rosyjsku, puścił mimo uszu.
Obudziło go dopiero ostre kopnięcie między żebra.
– Wstawaj! – warknął ktoś tuż nad jego głową.
Ferdinando niechętnie otworzył oczy. Jak przez mgłę dostrzegł dwóch wysokich mężczyzn, obydwu w wojskowych mundurach i z karabinami przewieszonymi przez plecy.
– Panowie, do mnie mówią? – jęknął jeszcze nie do końca przytomny, jednocześnie zastanawiając się, dlaczego boli go każdy mięsień.
Nieznajomi nie odpowiedzieli. Chwycili go za ramiona i brutalnie podnieśli z ziemi. Nie miał za bardzo siły żeby protestować, zresztą nie rozumiał, co się dzieje, więc pozwolił się wywlec z celi, a potem pociągnąć ciemnym korytarzem w nieznanym kierunku.
Szli tak przez kilka minut. De Giorgi nadal był otumaniony i nie ocknął się nawet wtedy, kiedy wyszli na świeże powietrze. Został przeciągnięty po mokrej, wysokiej trawie, a potem wrzucony do czegoś z stalową podłogą.
– Tylko nie waż się uciekać! – syknął głośno jeden z strażników, a potem zasunął z hukiem ciężkie drzwi.
Trener nie zamierzał. Podłoga też wydała mu się być wygodnym miejscem do kontunuowania snu.
Ostatnim, co usłyszał był ogłuszający ryk śmigła helikoptera.
A potem oderwali się od ziemi i wznieśli w ciemną, nieprzebytą noc.

***

– Boisz się, prawda?
Asia przerwała gwałtownie segregowanie papierów, słysząc za sobą głos z charakterystycznym rosyjskim akcentem. Mogła się spodziewać takiego pytania. Odetchnęła kilka razy, by uspokoić nerwy, a potem odwróciła się powoli.
– A kto z nas się nie boi – powiedziała, pewnie patrząc w szare oczy Ivana. W sali konferencyjnej byli tylko we dwójkę, inni już dawno ją opuścili, by na spokojnie przemyśleć zaistniałą sytuację. – Stanęliśmy przed najprawdopodobniej najtrudniejszym problemem w historii organizacja, a nawet nie wiemy, kto jest naszym przeciwnikiem.
– Nie o tym mówię – prychnął mężczyzna. – Boisz się o niego. Jest w końcu twoim przyjacielem. Bratem. Dlatego za chwilę wybierasz się do jego żony.
Uśmiechnęła się mimowolnie. Ile razy by się nie tłumaczyła, zawsze to on był pierwszy, choć było zupełnie inaczej.
– Wybieram się do Stephanie nie dlatego, że jest żoną Stephana. Gdyby była tylko nią, wysłałabym kogoś, by się tym zajął. Wybieram się do niej, bo to on jest jej mężem – wyjaśniła.
– Czyli, że ona jest ważniejsza? – Ivan uniósł pytająco brew.
Zamyśliła się na moment, by po chwili powoli pokręcić głową.
– To nie tak. Obydwoje są tak samo ważni. Ale Stephanie była pierwsza. Na studiach potrzebowałam kogoś, z kim mogłabym wynająć na spółkę mieszkanie. Zgłosiła się pierwsza. Dogadałyśmy się. Ja studiowałam fizykę, ona fizjoterapię. Jest dwa lata starsza. Wbrew pozorom miałyśmy ze sobą wiele wspólnego. Nigdy nie miałam przyjaciółki z prawdziwego zdarzenia. Ona była pierwsza.
Nic nie odpowiedział. Ivan w ogóle rzadko odpowiadał. Nie zadawał też zbędnych pytań, wystarczyło mu minimum informacji. Z resztą radził sobie sam.
I właśnie dlatego Aśka uczyniła go swoim zastępcą.
– Ile cię nie będzie?
– Maksymalnie godzinę. Muszę na spokojnie porozmawiać z Stephanie. Wytłumaczyć jej wszystko. Zresztą dawno się nie widziałyśmy.
– Mam się zająć czymś konkretnym?
– Skontroluj, jak wygląda przydzielanie dodatkowej ochrony poszczególnym drużynom. Na jakim etapie jest sprowadzanie pozostałych członków rodzin porwanych trenerów.  Sprawdź, kogo mamy na zastępców jako opiekunów Francji i Rosji. Arsene niech sprawdzi zabezpieczenia danych. Przejdź się po wszystkich działach i sprawdź jak działają. Jeśli coś będzie nie tak, dzwoń.
– Okej.
– Poradzisz sobie?
– Zawsze sobie radziłem.
Lewa strona jej ust drgnęła prawie niezauważalnie.
Wahał się przez dokładnie cztery sekundy, kiedy to stali naprzeciw siebie nie mówiąc ani słowa. W końcu jednak wykrzesał gdzieś z odmętów siebie odrobinę uczuć i niepewnie objął kobietę, tak naprawdę ledwo ją nawet dotykając.
– Nie daj się zabić, dobrze? – szepnął. – Bo wtedy musiałbym przejąć funkcję prezesa. A to za dużo papierkowej roboty – dodał już trochę głośniej.
Zaśmiała się cicho i odwzajemniła uścisk. Zawsze cieszyły ją takie drobne gesty ze strony Rosjanina, bo doskonale pamiętała, jak zachowywał się zaraz po tym, jak trafił do nich prosto z rosyjskich służb specjalnych.
– Postaram się, żebyś nie musiał przez to przechodzić – uśmiechnęła się nieznacznie. – A teraz przepraszam, ale trochę mi się spieszy.
Odwróciła się na pięcie, a potem szybkim krokiem opuściła pomieszczenie. Na szczęście trener Wagner uprzykrzał życie pracownikom w innej części kompleksu, więc bez problemu dotarła do centralnej, zewnętrznej części bazy. Dopiero stamtąd mogła się teleportować. 
Poprawiła przewieszoną przez ramię torbę, wzięła kilka głębokich wdechów, a potem zacisnęła pięści, zamknęła oczy i przywołała w myślach obraz osiedla, na którym mieszkali jej przyjaciele. Wyobraziła sobie, jak rozpada się na maleńkie cząsteczki, by zmaterializować się na brukowanej alejce. Gdy znów otworzyła powieki, stała przed niebyt wysokim nowoczesnym blokiem mieszkalny, otoczonym zielonymi alejkami. Rozglądnęła się wokół, by upewnić się, że nikt nie widział, jak pojawia się znienacka, a następnie prędko weszła do środka.
Stephanie już na nią czekała. Blada, z zaczerwienionymi od płaczu niebieskimi oczami,   jasnymi włosami w nieładzie.
– Już jesteś – wychrypiała słabo na widok przyjaciółki.
– Jestem – przytaknęła Asia, zgrabnie mijając Francuzkę w drzwiach. – Gdzie dzieci?
– Kazałam im się spakować i zostać w swoich pokojach. Nie chciałam żeby… – Stephanie przełknęła głośno ślinę –  żeby widziały mnie teraz… w takim stanie…
– Powiedziałaś im?
Szybko pokręciła przecząco głową.
– Tylko kazałam się spakować. Nie wiedziałam jak… to mimo wszystko tylko dzieci... – zadrżała, a Mazowiecka momentalnie pociągnęła ją w stronę kuchni, bo wiedziała, że przyjaciółka zaraz znów wpadnie w histerię.
Posadziła Stephanie na jednym z wysokich krzeseł, a sama zabrała się za robienie kawy. Jednocześnie jeszcze raz, jak najdokładniej, opowiedziała z czym mają problem, jak wygląda sytuacja i co już udało się ustalić. Miała nadzieję, że takie racjonalne przedstawienie sytuacji uspokoi kobietę.
Bardzo się jednak pomyliła. Dokładnie w momencie, w którym podała kubek fizjoterapeutce, ta wybuchła niepochamowanym szlochem. Jej ciałem wstrząsały drgawki, z trudem łapała oddech.
Asia zagryzła nerwowo wargę, nie bardzo wiedząc jak się zachować.
– Przepraszam, ja po prostu… – załkała Stephanie. –  To mnie przerasta… dlaczego… pierwszy raz… Przecież my jesteśmy tylko normalnymi, szarymi ludźmi… spokojnie sobie żyjemy… płacimy podatki, nie hałasujemy w nocy, weekendy spędzamy w parku… nikomu nigdy nic nie zrobiliśmy…
– Wiem, ja to wiem. – Polka niepewnie poklepała przyjaciółkę po ramieniu, chcąc dodać jej otuchy, ale na niewiele to się zdało. – To nie jest proste, ale poradzimy sobie. Zobaczysz, wszystko skończy się dobrze.
– Mamo?
Obydwie jak na zawołanie obróciły głowy, a Stephanie odruchowo szybko przetarła dłonią oczy, by wyglądać jak najnormalniej.
– Cześć, Timi – Aśka uśmiechnęła się nieznacznie, widząc chłopca.
– Ciocia Asia? Co ty tu robisz? – Jedenastolatek niepewnie podszedł bliżej, z każdą kolejną sekundą wydawał się być coraz bardziej zaniepokojony tym, co zobaczył. Pytania zaczęły wypływać z jego ust z prędkością karabinu maszynowego.  – Płakałaś, mamo? Coś się stało? Dlaczego kazałaś nam się spakować? Jedziemy gdzieś? To ma związek z tatą? Pokłóciliście się? A może się rozwo…
– Hej stop, przyhamuj młody! – przerwała mu gwałtownie Aśka. – Mniej gadania, więcej słuchania. Odpowiem szybko na twoje pytanie. Tak, tak, tak, tak, tak i dwa razy stanowcze nie. Wystarczy?
Wystraszony Timo szybko pokiwał głową.
– To dobrze. Nie mamy czasu na dłuższe pogawędki. Zgarnij siostrę i ostatnie potrzebne rzeczy, macie dziesięć minut, a ja w tym czasie – westchnęła z rezygnacją – a ja w tym czasie spróbuję doprowadzić waszą mamę do porządku.
– Ale…
– Nie ma żadnego „ale”, zmykaj, no już!
Timote odwrócił się na pięcie i wybiegł z pomieszczenia, jakby go sam diabeł gonił.
– Mogłaś mu coś więcej powiedzieć – mruknęła bez większego przekonania. – To mądry dzieciak jest.
– Ale nadal dzieciak – rezolutnie odparła Mazowiecka. – Dowie się więcej, jak już będziemy na miejscu. Sama mu powiesz tyle, ile będziesz chciała, zgoda?
– Niech będzie. To co teraz? – Francuzka jeszcze raz przetarła dłonią zaczerwienione oczy. – Chyba powinnam… – już chciała powiedzieć coś konstruktywnego, ale Asia szybko jej przerwała.
– Ty, moja droga, to teraz idziesz do łazienki i doprowadzasz się do stanu używalności – zarządziła. – Wiesz o co mi chodzi, rozczesz włosy, przemyj twarz, może zrób jakiś prosty makijaż.. A ja w tym czasie… a ja w tym czasie – rozglądnęła się, szukając jakiegoś zajęcia. – A ja w tym czasie pójdę po twoje rzeczy. Mam nadzieję, że je spakowałaś?
– Walizka jest w sypialni – szepnęła Stephanie, nawet nie próbując protestować.
– Świetnie! To ja po nią pójdę, okej? – Asia starała się uśmiechnąć, jak najszczerzej, ale nie bardzo jej to wyszło. Widząc, że ramiona przyjaciółki znów drżą, szybko odwróciła się i wyszła, by jeszcze bardziej nie pogarszać sprawy.
Tak jak powiedziała Francuzka, niewielka walizeczka leżała na łóżku w sypialni małżeństwa. Była niebieska, zrobiona z grubego plastiku, zupełnie zwyczajna.
Aśka działała sprawnie. Przejechała dłonią po górnych półkach. Sprawdziła dokładnie ramki ze zdjęciami, szczególnie te, na których były dzieci. Przetrząsnęła dokładnie każdą szufladę, nawet te pod łóżkiem.
To czego szukała, znalazła pod abażurem jednej z lampek nocnych. Mikrofon, nie większy niż połowa paznokcia małego palca u stopy. Prawie nie do zobaczenia, szczególnie jeśli się nie szuka.
A Stephane zdecydowanie nie szukał.
Wzięła urządzenie do ręki i obejrzała uważnie. Nowoczesna konstrukcja, niezły odbiór, bezprzewodowy, działający na dłuższych odległościach, ale z słabą baterią. Zamontowany stosunkowo niedawno, może tydzień wcześniej.
– Ale po co? – mruknęła do siebie. – Przecież przed memoriałem Stephane cały czas był w Kanadzie, to nie ma sensu… – w zamyśleniu podrapała się po głowie. Zrobiła kilka kroków w tył, by jeszcze raz objąć wzrokiem cały pokój.  – Gdybym była tym kimś…? – zmarszczyła brwi, zastanawiając się intensywnie. – Idiotka – skarciła samą siebie, a potem podeszła do toaletki Stephanie, ostrożnie chwyciła dwa krańce lustra i delikatnie pociągnęła do siebie. Zwierciadło odkleiło się bezproblemowo, nawet nie musiała wkładać specjalnej siły. Za nim ktoś starannie schował mikroskopijną kamerkę.
Ten sam ktoś, kto zamontował mikrofon.
– Szantaż, jakie to oczywiste, mogłam się od razu domyślić – z dezaprobatą pokręciła głową. Schowała obydwa urządzenia do kieszeni, ściągnęła z łóżka walizkę, a potem po prostu wyszła, starannie zamykając za sobą drzwi.
W kuchni już czekały na nią dzieci. Po chwili pojawiła się też Stephanie. Nadal była blada i miała lekko zaczerwienione oczy, ale włosy miała starannie uczesane, a ramiona proste, jakby nagle wstąpiła w nią pewność siebie.
– Wzięliście wszystko? – zwróciła się do Timotego i Manoline, siląc się nawet na słaby uśmiech.
Dzieci przytaknęły zgodnie.
– Gdzie jedziemy, mamo? – zapytała dziewczynka, niepewnie patrząc na Mazowiecka.
– Ciocia Asia, zabiera nas w jedno miejsce.
– Na długo.
Kobieta wymieniły szybkie spojrzenia.
– Na kilka dni, może tydzień, maksymalnie dwa – odpowiedziała Aśka. – Na pewno zdążycie wrócić na rozpoczęcie roku szkolnego.
– A tata? – do rozmowy włączył się Timi. – Miał do nas przyjechać po memoriale.
– To… skomplikowane – westchnęła. – Wasza mama wszystko wyjaśni, jak już będziemy na miejscu, okej? To super, musimy się pospieszyć. – Jedną ręką chwyciła chłopca, drugą jego siostrę, nieznacznym ruchem głowy kazała Stephanie dołączyć, a potem szybko, staranie, by nikogo nie zgubić, teleportowała się.
Tym razem nie wybrała głównego placu, ale szeroką łąkę ciągnącą się za ostatnim wysokim budynkiem bazy. Wśród wysokich traw i na szybko utwardzonych ścieżek, postawiono kilka parterowych, drewnianych domków. Nie były one zbyt duże, ale zapewniały okazjonalnym mieszkańcom ciszę i spokój. W odległości jakiś dwustu metrów widać było biurowce IOS, a ponad pół kilometra za domkami, ciągnęło się wysokie ogrodzenie. Drut kolczasty dość malowniczo błyszczał w sierpniowym słońcu.
– Pomyślałam, że będzie wam tu wygodnie niż w bloku mieszkalnym. Spokojniej. Z dala od całego chaosu  – wyjaśniła Asia, widząc uniesioną pytająco brew Stephanie i całkowicie ignorując zszokowane dzieciaki, do których jeszcze nie dotarła taka szybka zmiana miejsc. – W tamtym budynku jest jadalnia – wskazała najbliższą bryłę – Na terenie ośrodka jest basen i inne takie. W domku macie mapkę. Jakbyście czegoś potrzebowali to dajcie znać, a…
Nagle jej wywód przerwał dziwny, pulsujący odgłos. Dźwięk z każdą kolejną sekundą robił się coraz głośniejszy. W końcu przerodził się w nieustający, ogłuszający huk, któremu towarzyszyły dziwne podmuchy wiatru.
– Helikopter!
 Krzyk Manoline z trudem przedarł się przez chaos. Asia poderwała głowę i dopiero wtedy dostrzegła lecącą w stronę granicy kampusu maszynę. Był to jeden z zielonych, wojskowych pojazdów IOS, specjalnie oznakowanych i użytkowanych tylko w nagłych przypadkach.
– Cholera – przeklęła pod nosem. – Przepraszam. Muszę iść, jak będziecie czegoś potrzebowali, to zgłoście się do głównego budynku.
Odwróciła się i odbiegła, zostawiając ich zupełnie samych. Gdy oddaliła się na bezpieczną odległość, wyjęła z kieszeni telefon i wykręciła odpowiedni numer.
– Ivan, co jest? – nie bawiła się w żadne powitania.
– Mam dwie wiadomości – po drugiej stronie Ivan Valkovic też brzmiał chłodno i profesjonalnie.
– Jak zwykle dobrą i złą?
– Historia lubi się powtarzać.
– Chcę najpierw dobrą.
– Znaleźliśmy De Giorgiego – głos mężczyzny nawet nie zadrżał.
Nerwowo zagryzła wargę.
– To na pewno dobra wiadomość?
– Według naszych ludzi tak. Rodzina już czeka. Wiedziałaś, że jego syn pracuje u nas w dziale finansów?
– Wiedziałam. Sama go zatrudniłam – mruknęła.
Taktowna cisza trwała pomiędzy nimi przed dokładnie dwie i trzy dziesiąte sekundy.
– A jaka jest zła wiadomość? – zapytała beznamiętnie.
– Przyjdź i sama ją zobacz.


Przedstawiam wam trzeci rozdział tej pokręconej historii. Powiem szczerze, że miałam nadzieje, że wyjdzie mi on lepiej, ale po pierwszych pięciuset słowach, moja wena odmówiła posłuszeństwa. 
De Giorgi odnaleziony! W jakim będzie stanie? Czy powie coś na temat swoich porywaczy? Jak dalej potoczą się losy bohaterów? Jak wygląda ta "zła" wiadomość? 
W następnym rozdziale będzie więcej siatkarzy, obiecuję! Przygotujcie się na solidną dawkę kapitana Kubiaka. 
Ode mnie to tyle. Serdecznie zapraszam do komentowania i zostawiania linków do swoich opowiadań w zakładce "Wasze Blogi". 
Do następnego rozdziału!
Pozdrawiam 
Violin

6 komentarzy:

  1. O Boże!!!
    Ja nie wiem o co Ci chodzi. Rozdział jest świetny. Czytałam go na promenadzie przy jakiejś budce z lodami i byłam tak skupiona i podekscytowana, że koleś z budki zapytał mnie czy wszystko w porządku
    Aśka jest postacią tak ciekawą i wciągającą w historię, że miazga.
    Czekam na Kubiego z niecierpliwością!
    Dobra kończę ten nieskładny komentarz
    Czekam z niecierpliwością na next!
    Buziaki, Dream😘😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa 💗 Wiesz, mamy do czynienia z dziwnym zbiegiem okoliczności - fragmenty tego rozdziały pisałam też siedząc na pewnej promenadzie.
      Tylko tam nie było budki z lodami 😐
      Każdy komentarz, nawet najbardziej nieskładny jest dla mnie bardzo ważny.
      Przesyłam internetowe przytulasy i zapraszam na drugie bloga https://withoutyoumylife.blogspot.com/?m=1

      Usuń
  2. Ajajajaja, jest sensacja więc jestem ja, są siatkarze i akcja godna zauważenia więc jestem ja 😄 Rozdziały świetne, akcja rozdziałów wciąga i nie pozwala się oderwać od czytania 😄 Wczoraj mało brakowało a nie zdarzyłabym wyszykować się na imprezę dlatego komentarz dopiero dzisiaj 😄 Buziaczki rebelliious 😋😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję 😁 Impreza ważna rzecz, a mnie cieszą komentarze o każdej porze.
      Pozdrawiam
      Violin

      Usuń
  3. Genialne jest to opowiadanie, naprawdę! Z każdym rozdziałem wciąga mnie coraz bardziej. Fabuła jest świetna. Uwielbiam też to, że w każdym rozdziale pojawiają się nowe informacje, zagadki, tajemnice, które nie pozwalają oderwać się od czytania.
    Nie mam pojęcia, co może wydarzyć się w kolejnym rozdziale, ale już się cieszę, że będzie w nim Kubiak :D Nie mogę się doczekać, bo na pewno będzie ciekawie.
    Pozdrawiam ;)
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, nawet nie wiesz jaką mam trochę za każdym razem, gdy widzę twój komentarz 😁 Dziękuję za tyle pozytywnych słów, dają mi one mega motywację.
      Pozdrawiam
      Violin

      Usuń